HiEND na wesoło, czyli jak można przywiązać się do swojego wzmacniacza:D
Kilka tygodni temu do naprawy dostałem nietypowy wzmacniacz mocy. Klient chciał go ożywić za kwotę przewyższającą moim zdaniem jego wartość dość znacznie. Twierdził, że "to ma takiego kopa..." i gra na wysokim poziomie.
Konstrukcja niesamowita...faktycznie na pierwszy rzut oka widać wiele rozwiązań niespotykanych nawet we wzmacniaczach za 5000zł:) Słowem HiEND!
No to przyjżyjmy się nieco temu cudeńku...

Jak widać zadbano o wszystko. Konstrukcja bezkompromisowa i pieczołowicie dopracowana. Aż chce się patrzeć!
Wykończone drewnem wysokiej jakości. Zaawansowany system wentylacji. Transformatory najwyższej klasy, nie wspomnę już o zasilaczy i reszcie! Nawet każdy przewód ma swoje miejsce!

Jak widać obwody wyjściowe zaprojektowane zostały wzorowo.
Specjalna cewka, której konstrukcja jest wynikiem wielu symulacji komputerowych i pomiarów. Respekt budzi też precyzja. Mistrzostwo! Może to właśnie element decydujący o takiej klasie brzmienia wzmacniacza?

Oczywiście jak na konstrukcję tej klasy przystało panel czołowy jest skromny, ale zarazem elegancki.
Wykończenie daje poczucie, że stoi się przed sprzętem z najwyższej półki. Minimalistyczność typowa dla klasy HiENDowej!
Całość zamknięta w solidnej obudowie i mile świecąca wielkimi radiatorami. Po pierwszysm odsłuchu wrażenia nie do opisania. Trzeba posłuchać, żeby wiedzieć ile brakje do perfekcji wielu innym konstrukcjom. Moc większa od niejednego radia kuchennego. Stabilność nawet na 8 omowym obciążeniu. Zadziwiający jest brak regulatora głośności, ale zapewne konstruktor wyeliminował go ze względu na możliwość wprowadzenia dodatkowych szumów. Ech... aż się łezka w oku kręci!!!
Masz możliwość dodać swój komentarz dotyczący tego artykułu.